czwartek, 24 kwietnia 2014

pięćdziesiąt dziewięć, osiemdziesiąt siedem.

Otwieram lodówkę. 
Chorera. 
Skończyło mi się mleko. 
I nie byłoby najmniejszego problemu, gdybym piła mleko normalne. Założyłabym buty, zbiegła po schodach do sklepu, przepłaciła i wróciła na górę. Ale nie! Po wielu latach niepicia mleka a wpieprzania szerokiej gamy produktów mlecznych, coś się mi w organizmie pozmieniało i popsuło. I odmówiło przyjmowania laktozy. Świetnie.

I zadecydowałam – wycieczka do supermarketu. Po mleko dla upośledzi. 
I już wychodząc, popełniłam błąd.
- Idę do sklepu! Chcecie coś?
- O tak. Maślankę. I pieczywo jakieś kup. I coś na to pieczywo, na kanapki. W sumie to bym zjadła sałatę. A jak do sałaty to i ogórka i pomidora. Ooooo… dawno bananów nie jadłyśmy, nie? Czekaj, napiszę ci kartkę.

Cycki opadły, odechciało się wszystkiego. No prawie, przecież mleko. Zacisnęłam zęby i poszłam. Przed wejściem do sklepu rzuciłam okiem na listę. Koszyków nie mają więc wózek niezbędny, a jak. 
Nie było tego tak dużo. Kilka bułek, kilka warzyw i owoców, nabiał (z moim mlekiem na czele!). Musli jeszcze złapałam. I keczup, bo się skończył. Podstawowe produkty, czyż nie?
Zajechałam do kasy. Na koncie sześćdziesiąt złotych, ostatki. I pan mnie kasuje. I mi mówi, że pięćdziesiąt dziewięć, osiemdziesiąt siedemNo kurwa maćJAK.

Wpisałam pin prawie płacząc, zapakowałam wszystko w plecak i w drogę. I ciężko. I pod górę. I myślę i jestem przerażona. Czym?

Przecież za chwilę wykopią mnie z domu, wykopią „na swoje”, wykopią do pracy, do samodzielności. Do miejsca gdzie makaron nie będzie się magicznie pojawiał w szafce, tak samo jak proszek do prania. Albo worki na śmieci. Przecież to są takie pierdoły, o których się nie myśli. Ale mieć trzeba. I kosztują. A ja wydałam sześćdziesiąt złotych na jedzenie na kilka dni.

I nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie robiącej takie zakupy za własne monety. Rozpaczliwie potrzebuję tej mojej-nie mojej pracy. I zmiany trybu życia. Albo wygrania milionów. 

Naprawdę, jestem przerażona za każdym razem, gdy robię zakupy.
Trzeba się ogarnąć.

W końcu muszę mieć na moje mleko. 

4 komentarze: