środa, 18 czerwca 2014

a legitymacja jest?

Piękny jest ten rok pod względem koncertów. Nie pamiętam takiego. Jutro znowu pakuję majtki w plecak i uderzam w stolicę. Dropkick Murphys! Koncert życia (mam nadzieję!).
No skoro takie poważne wydarzenie to wiadomo, że trzeba ruszyć dupsko z Lublina-Biedlina (kocham go całym sercem, żeby nie było). Dobrze, że Warszawa blisko, nie ma problemu z dojazdem.

No, prawie nie ma.

Jest to jedna z tych sytuacji gdy moje serce krwawi, dusza płacze a portfel popełnia samobójstwo. Jest to jedna z tych sytuacji, kiedy szczerze żałuję i biję się w pierś, że na te studia nie poszłam.

Nie mam legitymacji.
Nie mam zniżki.

Dla transportu publicznego jestem w pełni dorosłym, odpowiedzialnym, potrafiącym zapewnić sobie finansowe bezpieczeństwo i swobodę człowiekiem. No chyba wasza stara.

O posiadanie legitymacji po skończeniu ogólniaka ledwo się otarłam. Bo wylądować miałam w szkole policealnej. Tam legitymacje rozdają z uśmiechem na twarzy. Jak się chyba rzuci dyszkę. Nie wiem. Nie wiem, ponieważ mój wspaniały kierunek wyleciał na kopach z policealnej i mimo iż nic w samym kształceniu się nie zmieniło, został mianowany kursem zawodowym. I tyle z mojej ulgi uczniowskiej było.

Świetnie się bawię, zajebisty mam humor gdy znajomi machają mi przed twarzą swoim -37% lub -51%. A niektórzy znajdują w tym dziwną radość i satysfakcję (pozdrawiam Macieja). I za cholerę nie zrozumiem, czym się tak bardzo różnię od znajomych studentów. Lat mamy tyle samo, i ja i oni się uczymy. A ja jeszcze dodatkowo za naukę płacę grube miliony (ok, tata płaci. ale ma nadzieje, że już niedługo). I pracy szukam bo mam zamiar zapierdalać jak głupia żeby mieć na swoje wydatki. I szczerze mówiąc wydaje mi się, że nie mam wśród znajomych kogoś, kto studiuje i utrzymuje się sam (jeżeli znam to przepraszam najmocniej i chylę czoła!). Jeśli zostali tutaj to mieszkają z rodzicami, rodzice karmią, rodzice poją, rodzice rzucą na piwo. Jeżeli wyjechali – rodzice płacą za mieszkanie, rodzice pakują słoiki. I jakoś idzie. No więc kurwa, czymże się różnimy? W tym momencie jeszcze niczym. Ale niedługo z domu mnie wykopią do dorosłości i samodzielności. A zanim będę zarabiać miliony to naprawdę, odciążeniem w postaci zniżki bym nie pogardziła ani trochę.

Smutno mi, smutno mi niesamowicie. I zła jestem chwilami.

Całe szczęście jestem na tyle sprytna, że polowanie na tanie bilety staje się powoli moją specjalnością. Kto to jedzie teraz do Warszawy za dziewięć złotych, no kto? Kto ogarnął Węgorzewo w jedną stronę za trzydzieści pięć monet?

Kłaniam się nisko.

Jeszcze stopem nigdy nie jechałam. Coś czuję, że w te wakacje rozdziewiczę się pod tym kątem. Bo bieda, bieda panie. 


2 komentarze:

  1. Jestem studenciakiem i utrzymuję się sam... są tacy ludzie. ;) Ale to dla tego, że zaocznie i dla tego że wyboru nie było... a w sumie to fajnie jest być zależnym jedyni od siebie.

    Stop jest świetny, chyba nie ma lepszego sposobu na transport. A, no i można poznać świetnych ludzi. Gorąco polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to podziwiam i szczerze zazdroszczę samodzielnego utrzymania! mam nadzieję że będę mogła się pochwalić tym samym jeszcze zanim skończę kurs :)

      Usuń