środa, 16 lipca 2014

przepraszam, kto z państwa ostatni?

Czy jest coś wspanialszego niż milion stopni w cieniu? Jest! Jazda nieklimatyzowanym autobusem z pozamykanymi oknami, gdy na zewnątrz milion stopni w cieniu. Coś jeszcze wspanialszego? Oczywiście rozmowy w nieklimatyzowanym autobusie z pozamykanymi oknami, gdy na zewnątrz milion stopni w cieniu. 
Zimo, bardzo tęsknię.

Wsiadłam w taki autobus. Na poczwórnym siedzeniu, tym z dwoma miejscami w kierunku jazdy i dwoma na przeciwko, siedziały dwie starsze panie. Na którymś przystanku dosiadła się do nich jeszcze jedna.
„Proszę, proszę. Tylko ostrożnie, bo nie mam paznokcia na palcu u nogi.”
I się zaczęło.

W bardzo krótkim czasie, kobiecina która się dosiadła, poznała całą historię owego palca, palca bez paznokcia. A razem z nią pół autobusu.
„Bo wie pani, człowiek w moim wieku już nie za dobrze widzi, a obcinać paznokcie u stóp też trzeba, bo rajstopy się podrą, po nowe by trzeba codziennie chodzić. Winda nie działa u nas w bloku, po schodach bym musiała chodzić w tę i z powrotem, to paznokcie obcinam, bo gdzież w moim wieku. A że nie za dobrze widzę, to i krzywo obcięłam. I zaczął wrastać. I tak czuję, cóż mnie tak boli, pęcherze się zrobiły? Ugryzło mnie coś? No ale jak w palec, jak w butach i rajstopach chodzę, no jak? I siny taki się palec zrobił, i bolało okropnie. I poszłam do doktorki mojej i mi powiedziała, że mi paznokieć wrasta. Tak do środka, pod skórę. Ten, co go obcięłam tak krzywo. Coś się tam źle stało i tak. I skierowanie do chirurga dostałam i trzeba było się dostać tam do środka, to co wrosło wyjąć. To i mi paznokcia zdjęli.”
Potem się można było się dowiedzieć, co się z owego palca sączyło, w jakim kolorze, jakiej konsystencji i z jaką częstotliwością. Potem cała opowieść poszła w stronę innych schorzeń. Nie wiem, wysiadłam.

Wysiadłam, poszłam do przychodni. Do przychodni, w której zaczynam się powoli czuć jak u siebie. No, ale trzeba się ogarniać. Jak nie życie, to chociaż resztki zdrowia. Weszłam do środka, w twarz mi jebło chłodem, bo klima. Telefon zawibrował, bo się połączył z darmowym wifi. No czego mi brakuje tam do szczęścia?

Wspięłam się na pierwsze, pokierowali mnie, tam gdzie zwykle. I siadłam. I siedzę. I czekam. Nie minęło 5 minut i przysiadła się do mnie pani, 50+. Zapytała na którą, wchodziłam przed nią. Myślałam, że na tym się skończy. Ale nie, dowiedziałam się, że już 5 lat tu przychodzi. I na Wallenroda jeszcze. I że pani doktor bardzo nie lubi spóźnialskich, czasami ich nie przyjmuje. Ale figurę to ma świetną. I że każdy mógłby taką mieć, pani nie miałaby nic przeciwko.
Dorwała mnie jeszcze na przystanku, zapytała, czy nic nie jechało. Bo prócz lekarza łączy nas też numer autobusu. Przepraszam, czy mam nową przyjaciółkę?

A pani doktor mi powiedziała, że mam ładne włosy.

I tak śmieję się troszkę, bo ostatnio nie mam nic do opowiadania prócz historii z badań i przychodni. Zupełnie jak te wszystkie jeżdżące codziennie autobusami do lekarzy babuszki.
Czy to już dorosłość?
Czy może starość?
Nawet kartę stałego klienta do Diagnostyki mi dali. Pięć procent zniżki!
Beret mi proszę kupić.
Bo pierwszą koleżankę do plotkowania już mam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz