poniedziałek, 1 września 2014

będzie fajnie.

Pierwszy września.
Szczęśliwego nowego roku!
Szkolnego.

Dwa lata temu o tej porze*, siedziałabym w krzakach/pubie z winiaczem/piwem w łapie. Trochę się stresując, że tym razem naprawdę nie zdam, a trochę z nadzieją, że jednak będzie fajnie
Wiecie co? 
Naprawdę było fajnie
Mimo iż nie było łatwo i milion razy wracałam do domu zapłakana, bo miałam dość. Mimo iż wstawanie rano sprawiało (i dalej sprawia!) okropny ból każdej części ciała. I co roku obiecywałam sobie, że będę się uczyć. I z każdym następnym razem uczyłam się co raz mniej. Dobrze, że chociaż zdolna byłam jestem.

 *Zaczynałam to pisać duuuuużo wcześniej. Ale szczerze mówiąc 23 to też dobra godzina na takie zabawy. Co z tego, że następnego dnia najprawdopodobniej kochana matma na 8.

Trochę tęsknię za szkołą, chociaż ledwo ją skończyłam. Nie za żadną konkretną, bo każdej jednej pokazywałam środkowy palec na do widzenia. Ale z łatwością potrafiłabym wymienić z pięćdziesiąt małych rzeczy, za którymi tęsknię (zapraszam do weryfikacji). A akurat działy się w szkołach, akurat szkoły stwarzały mi warunki. 
Ej, naprawdę było spoko. 
I wiem, że niemal niemożliwe jest wypowiedzenie takiego zdania, gdy się wciąż do szkoły chodzi. Ja też klęłam i chciałam podpalać. Oj, bardzo!

Także tak, wakacje prawie za nami. Studenty zaraz zaczynają kampanię wrześniową, świeże studenty jeszcze miesiąc będą wkurwiać zdjęciami z wyjazdów czy po prostu resztkami wolności (a ja razem z nimi, przepraszam), albo zdjęciami nowych mieszkań, z daleka od Biedlina. 
Uciekają ci moi znajomi, spierdalają, jakby w tych metropoliach za darmo się żyło. Łamiecie mi serce, naprawdę. Ale co ja wiem. Wciąż bez pracy, wciąż bez studiów, wciąż bez konkretnego planu. Za pół roku pierwszy egzamin, za rok drugi. Za tą ‘szkołą’ też powoli zaczynam tęsknić. Zapaska uprana czeka na powrót na Al. Spółdzielczości Pracy. Kiedy zacznę zajęcia? Znowu kurwa nie wiadomo. 

Póki co wiem, że przede mną co najmniej jeszcze dwa tygodnie wakacji. Na żadne ekscesy już nie liczę. Jak mi ostatnio bardzo dobitnie przypomniano: „no expectations - no disappointments”. Poopierdalam się jeszcze trochę, poczekam na plastik (zostałam oficjalnie kierownicą, nareszcie), skończę Friendsów po raz trzeci. 

I będę się patrzeć w niebo, ostatnio często patrzę w niebo.
Z uśmiechem na mordzie, ze spokojem w głowie.

A potem zaczną się zajęcia i mam nadzieję, że wrócę do relacjonowania mojego leniwego życia. 

Naprawdę życzę szczęśliwego nowego roku. 
Wszystko jedno czy liceum czy studia czy jeszcze coś innego. 
I wielką chęcią rozdałabym cały entuzjazm, który we mnie siedzi. 
Bo mam go na garści. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz