środa, 1 kwietnia 2015

kochanie, wróciłam.

Jestem chujem.

Przyczyniam się do powolnej i bolesnej śmierci jednej z rzeczy, która dawała mi radość od samego początku. I to podwójną, bo blożek dostarczał rozrywki też kilku innym osobom. A sprawianie, że ludzie się cieszą i/lub śmieją, to to, co lubię robić. Może powinnam zostać klaunem?

Ale póki co, jestem chujem.

Chciałabym móc powiedzieć, że po prostu nie miałam o czym pisać. Ale to nieprawda.
 Po pierwsze - przecież ja zawsze mam coś do powiedzenia. Morda mi się nie zamyka.
Po drugie - zmarnowałam tyle okazji. W prawdzie tylko dwie rzeczy były ściśle związane z moją „karierą”. Ale ciekawych rzeczy było na garści. 

Miałam tak dużo do powiedzenia na temat zeszłego roku. Bardzo dużo. Bardzo dużo dobrego. Ale minęły trzy miesiące, nikogo już nie obchodzi rok 2014.

Nikogo nie obchodzi też styczeń, mile powitany Nowy Rok, wypad do Madrytu i rzeczy, których się przy okazji nauczyłam.
Nikogo nie obchodzi luty, szybkie Monachium i moje oczko.
Nikogo nie obchodzi marzec, spontaniczne Wilno i wkurwiające reakcje znajomych na moje wycieczki.

Mamy kwiecień. Dwa tysiące piętnaście.
Prawie rok temu zaczęłam tę zabawę. 
Chyba czas tu wrócić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz