wtorek, 7 kwietnia 2015

mają dzwonić.

Obudził mnie telefon.
„Dzień dobry! Pani wysyłała do nas swoje siwi (...)”
Siląc się na jak najmniej zaspany (zapity?) głos, umówiłam się na rozmowę. Z ledwo otwartymi oczami wyskoczyłam z łóżka (czego zaraz pożałowałam, bo zakwasy. oh, łikendzie), zapisałam adres i godzinę i włączyłam komputer.
Kupiłam trzy szminki przez internet.
Kim ja się stałam?

Ogarnęłam się.
Zdecydowałam się nie brać samochodu, bo strefa płatnego parkowania, a ja nigdy jeszcze nie używałam parkomatu. I jestem bezrobotna
Więc biedna.

Wsiadłam w autobus. Dojechałam równo na czternastą, znalazłam biuro, wspięłam się na drugie piętro i zasapana zaczęłam walczyć z klamką. Taką gałką, którą trzeba mocno przekręcić, nie umiem ich używać. Trochę poirytowana i spanikowana zaczęłam dzwonić
i się dobijać. Świetne pierwsze wrażenie, nie ma co. 
Otworzyli mi. Doczłapałam do biurka i zaczęłam rozmawiać. A właściwie słuchać. 
W ciągu dziesięciu minut okazało się, że praca-marzenie, że spoko stawka, że spoko warunki, że może być fajnie i że ja bym chciała już teraz.
Mają dzwonić.
A jak zadzwonią, to mają szkolić, już w czwartek. 
A jak zadzwonią i przeszkolą, to już w piątek zrobię mojego pierwszego loda
Włoskiego.

Wróciłam do domu, zdrzemnęłam się.
Obudził mnie telefon.
„Dzień dobry! Pani wysyłała do nas swoje siwi (...)”
No serio?!
I znowu wyskoczyłam z łóżka (ała!), zapisałam adres i godzinę.
Tyle czasu cisza, a jak coś się dzieje, to na raz. 
W głowie widzę już wszystko, co sobie kupię za pierwszą wypłatę z jednej lub drugiej pracy. A może z obu?
Proszę trzymać za mnie kciuki.

PS: Blożek kończy dziś rok. Dziękuję za każde jedno wyświetlenie i za każde jedno miłe słowo. A przede wszystkim za każde jedno kiedy nowa notka?". Bo to nakręcało.
Idę w tango, nasze zdrowie!

2 komentarze:

  1. Zazdroszczę tego "tanga", ale chyba nie jestem takim typem osoby ;)
    (Albo wciąż czekam na "wakacje życia", gdy się jest studentem albo ma się lekkie życie, czy co tam..)
    Ja trochę od blogosfery się odczepiłam, ale wracam. Zobaczymy na ile!

    OdpowiedzUsuń